12.12.04

Kościół i minister Środa

Pani Środa jest z wykształcenia etykiem, ale wiedzy socjologicznej nie liznęła, a czym jest religia w historii społeczeństw wolałaby dokładnie nie wiedzieć. Narzeka, że rodzina w Polsce stoi wyżej w hierarchii wartości i przeszkadza kobietom w samorealizacji. Uważa zatem że społeczeństwo to po prostu zbiór jednostek, którym się wszystko należy od rządu. Ktoś taki współrządzi państwem, nie mając zielonego pojęcia o tym, jak potwornie skomplikowanym procesem jest kształtowanie się struktur społecznych, jak długotrwałe i bolesne są ich przemiany. Nie podoba się jakiś fragment społecznej struktury - zlikwidować! Wyłazi ideologiczne chciejstwo czy może nawet bolszewicka beztroska w planowaniu inżynierii społecznej.

Stereotyp szkodliwego patriarchalizmu jest żywcem przejęty od amerykańskich feministek o protestanckich korzeniach. W protestantyzmie Bóg Ojciec jest postacią dominującą. Kiedy jednak protestanci chcą ośmieszyć katolicyzm, to będą zarzucać im bałwochwalstwo, bo dla nich Matka Boska jest tak samo ważna jak Bóg. Na następnej konferencji p. Środa będzie mówiła o szkodliwym stereotypie Matki Polki pod wpływem jasełkowego kultu Matki Boskiej... To wszystko jest aż zanadto przewidywalne.

Zarzucanie, że Kościół wprawdzie "nie wspiera jawnie przemocy", ale za mało robi, jest demagogią polityczną osoby, która poniża i obraża tych wszystkich, którzy w ramach parafii czy Caritasu prowadzą ośrodki dla kobiet. Jest demagogią polityczną ateisty, który nie czuje się zobowiązany, by wykazać - realizacja któregoż to nakazu religii katolickiej sprzyja przemocy w rodzinie. Jest dowodem niskiego profesjonalizmu naukowca, który cytuje jedno zdanie ze Św. Pawła o podporządkowaniu kobiet, a nie cytuje poprzedniego: "Mężowie kochajcie swoje żony".

Pani Środa denerwuje się, bo pewnie zaczyna rozumieć że nie wystarczy w gabinecie wymyślić projekt rozporządzenia i zjeść w najdroższej restauracji obiad z zagraniczną delegacją z postępowego kraju. Łatwo się wtedy pojawia zniecierpliwienie: dlaczego taki potężny Kościół nie pomoże, nie zacznie realizować zadań pełnomocnika rządu do spraw równego statusu? Dlaczego nie rozdaje prezerwatyw i nie uczy jak je stosować, dlaczego nie prowadzi klinik z darmową aborcją...

Problemem wyrażonym w tytule wątku (XI...) nie jest wcale niemożność krytyki Kościoła, bo nikogo z krytykujących nie spotkało nic więcej prócz słownej reprymendy. Więc to szum, wściekły hałas, czyniony aby wymusić własną nietykalność. Aby narzucić tą metodą to, o co naprawdę chodzi antyklerykałom -- że Kościół nie ma prawa się bronić. Nie wolno odpowiadać na jego krytykę. Nie wolno wytykać krytykom fałszerstw, intelektualnej nieuczciwości, ignorowania faktów - a więc nadużycia władzy dla celów ideologicznych, którego dopuściła się minister Środa - bo to zaraz "nagonka".

Urzędujący minister nie może wykorzystywać powagi swojego urzędu do oczerniania jakiejś części swojego społeczeństwa, w dodatku na forum międzynarodowym. Krok jest nadużyciem władzy dla celów ideologicznych, ponieważ nie ma żadnego pozoru praktycznej skuteczności takiego zachowania; byłoby nim np. postulowanie likwidacji jakiejś kościelnej instytucji, aby utworzyć sieć ośrodków pomocy dla kobiet. To byłby krok również antykościelny, ale przynajmniej pragmatyczny. Ale to właśnie jest ta lewicowa wolność i tolerancja - żeby można było bezkarnie ubliżać Kościołowi, poniżać papieża - tak jak nauczył swoich wiernych Urban. O to się oburzają, że zwolennicy Kościoła się bronią przed zohydzaniem ze strony dyżurnych i przygodnych nienawistników.

Uważam że "jur" trafnie ostrzega przed hałaśliwymi akcjami rzekomo dla poparcia interesów grup mniejszościowych. Zamiast krok po kroku się integrować, co jakiś czas w miarę możliwości ujawniać swoją tożsamość, pokazywać swoje pozytywne nastawienie do społeczeństwa np. organizując koncerty czy akcje charytatywne - środowiska te są manipulowane do drażniących zachowań, zakłócania kościelnych procesji, manifestacji niepoważnych przebierańców, które niepotrzebnie jeszcze fałszują obraz tych mniejszości. Nie tędy wiedzie droga do akceptacji społecznej.