14.3.06

Thomas Urban - Stereotypy i manipulacje

Obraz Kaczyńskiego jak i Polski kształtowany jest przez dziennikarskie stereotypy, które powielają ludzie niezdolni do wyrobienia sobie własnego zdania. Jak starannie manipuluje pan Urban echami wizyty Kaczyńskiego. Został tylko straszak „ośmieszania się wypowiedziami na temat homoseksualistów”. Pan Urban jak fachowy politruk zaciera swoimi ocenami fakt, jaki nastąpił rzeczywiście – że Kaczyński doskonale się zachował wobec chamstwa rozwydrzonych zawziętusów. Chamstwa, za które prezydent Niemiec musiał przepraszać. To się wydarzyło w Berlinie, panie Urban, państwo niemieckie zostało ośmieszone, gdyż upokorzony prezydent Niemiec musiał przepraszać gościa.
To że Hitler mordował gejów, tak samo jak żydów i polskie elity, uzasadnia zdaniem p. Urbana to, jak delikatnie się obecnie obchodzą Niemcy z gejami i z Żydami – i kropka – bo już nie z polskimi elitami. W Niemczech nie wolno krytykować ofiar nazizmu – ale tylko wybranych. Polaków wolno. Tyle pan Urban zrozumiał z lekcji nazizmu: niemieckiemu nacjonalizmowi zabrał i złamał dwa baty, ale trzeci – antypolski – zostawił. Tyle jest warte politycznie poprawne misjonarstwo pana Urbana.
Nie mówię że nie wolno Polaków czy polskich elit krytykować, choć akurat nie powinien tego robić korespondent zagranicznej prasy – on ma psi obowiązek wsłuchiwać się i przekazywać dobrze zrozumiane polskie opinie, aby nie krążyły i nie utrwalały się stereotypy. Jednym z takich stereotypów jest polska „niechęć do integracji europejskiej". Ale kiedy Polska domaga się głębokiej i solidarnej integracji w zakresie energetyki – to jedyny bezspornie pożyteczny projekt integracyjny - to tego nikt z zachodnich „misjonarzy” nie widzi: to nie pasuje do stereotypu "nacjonalisty i eurosceptyka". Integracją jest dla europejskich elit tylko to, co daje biurokracji kołchozowe przywileje. To w interesie tych kołchozowych elit działa korespondent zachodniej prasy, który uwierzył że szczytem europejskiej cywilizacji jest ulepszony kołchoz. Zamiast tłumaczyć swoim rodakom polskie stanowisko, gdyż po to tu jest, aby lepiej zrozumieć Polskę – on uważa się za powołanego do pouczania i cywilizowania Polaków.
Jeśli chodzi o szczegółową sprawę stosunku do homoseksualizmu, to według Urbana można być albo hitlerowcem albo to zjawisko traktować jak świętość. Tymczasem można stać na stanowisku, jakie prezentował Kaczyński jeszcze jako prezydent Warszawy: wolność zgromadzeń nie oznacza wolności gromadzenia się każdej grupy w dowolnej porze na najruchliwszym skrzyżowaniu stolicy, bo niektórzy uważają że demonstracja polega na tym, aby zrobić jak największy kłopot przypadkowym ludziom, którzy poruszają się po mieście w swoich sprawach, mają terminy, śpieszą się. W owych dniach geje dostali zgodę na zgromadzenie się na Placu Defilad (piknik). Czy ktoś o tym pamięta? Czy to była realizacja prawa do zgromadzeń czy nie? Nie – to było prześladowanie, przeciwko któremu protestowali geje w Berlinie po chamsku atakując człowieka – który przyjechał do nich nie prywatnie, ani nie jako były prezydent Warszawy, tylko jako szef państwa, czyli urzędnik, któremu w tej roli nie mogą niczego zarzucić.
O tym, że w Niemczech są dziennikarze, którzy mają wyczucie spraw polskich świadczy przykład gazety „Die Rheinpfalz”, którą parę dni temu cytowała „RZ”: „Zbyt długo Polska była igraszką swych dwu wielkich sąsiadów: Rosji i Niemiec, aby mogła bez uprzedzeń kształtować stosunki z tymi krajami”. No ale do tego trzeba posługiwać się własnym rozumem, nie nasłuchiwać co mówią warszawskie nieomylne salony.

Niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" skrytykował polskie media za posługiwanie się we współczesnych sporach z Niemcami skojarzeniami z Hitlerem i historią Trzeciej Rzeszy.
http://wiadomosci.onet.pl/1277865,12,1,1,item.html