4.1.07

Moda na wyjazdy a chiński mur

Jedna z Internautek podzieliła się wczoraj radością, że zdobyła pracę, bo ktoś się pochopnie wykruszył już po zdaniu egzaminu, kierując się "modą na wyjazdy". Skoro ludzie podejmują irracjonalne decyzje, to mamy dowód, że działa już wśród Polaków nie moda, ale psychoza wyjazdów rozpętana przez media, w tym wymiarze rozpoczęta przez billboardy pytające "co tu jeszcze robisz". Mnóstwo ludzi wyjechało nie mając pracy w Polsce, ale znajdują tu ją ludzie nie tylko dlatego, że inni wyjechali. W roku 2006 (do X) przybyło 170 tys. nowych miejsc pracy. Opozycja polityczna może sobie wybrzydzać że to nie dzięki rządowi ale mimo jego nieudolności. Jednak doszło do tego, że niektóre media gorliwie realizując politykę opozycji zdradzają opinię publiczną: zamiast informować wprowadzają ją w błąd, skłaniają ludzi do błędnych decyzji.
Nie świadczy to o ich niezależności, ale dowodzi ich nieodpowiedzialności. Nie można tego inaczej nazwać, skoro Polacy są wprowadzani w błąd przez media zaangażowane politycznie w zwalczanie rządu. Powstały nowe miejsca pracy. Nie wnikam dzięki czemu, i nie wiem czemu tak niektórym zależy, żeby to nie było zasługą rządu, tylko koniunktury. Na tę koniunkturę składa się także wzrost zaufania inwestorów do Polski (podnoszone ratingi) i nowe inwestycje - gdyby decyzje inwestorów były podejmowane na podstawie tego, co mówi michnikowszczyzna i post-ubeckie media - a nie tego, co im mówią nasz rząd i samorządy lokalne proponujące lokalizacje - uciekaliby stąd gdzie pieprz rośnie. Tymczasem uciekają ludzie, którzy podejmują swoje decyzje na podstawie tego co im podszeptują media. Uciekają często niepotrzebnie, jak wykazał przykład, który komentujemy.
Poza tym o taki międzynarodowy ruch na rynku pracy przecież chodzi - na tym m.in. polega swoboda pracy i działalności gospodarczej w Unii, nie wiem czemu i z tego opozycja robi rządowi cięzki zarzut. Trzeba raczej walczyć o większą sprawiedliwość w tym zakresie, bo np. dyrektywa usługowa ciągle jest niezadowalająca, ale to w Parlamencie Europejskim o tym decydowano, także głosami naszej opozycji, bodajże dość uczciwie się tam zachowującej.
Uważam że transformacja wkracza w nowy etap, przywracany jest wolny rynek, który był zniekształcony przez postkomunistyczną oligarchię - wybrańcy jak Kulczyk mieli dostęp do prezydenta, premiera i dowolnych ministrów zdobywając bezcenną przewagę i nie podlegając konkurencji. A niepokorni jak Kluska byli bezwzględnie niszczeni. To się kończy. Niestety duża część mediów jest wciąż po stronie postkomunistycznej biznesowej oligarchii - to jest ta Michnikowszczyzna, którą zdemaskował w swojej książce Ziemkiewicz. Dlatego postkomunistyczne media z GW na czele (logika jest nieubłagana!) w tak obłędny sposób zwalczają Kaczyńskich, którzy wypowiedzieli wojnę tamtemu systemowi.
Mamy już poważne potwierdzenie, że po roku rządów Kaczyńskich nie nastąpił pod żadnym względem regres, co potwierdzają badania z końca grudnia 2006:
>>Według CBOS, w stosunku do przełomowego roku 1989 umocniły się
pozytywne emocje - znacznie wzrosły odsetki badanych często odczuwających zadowolenie z tego, że coś im się w życiu udało zadowolonych przybyło z 29 do 49 proc); pewność, że wszystko układa się dobrze ma obecnie 48 proc (a miało 28 proc), dumę z własnych osiągnięć wyraża 40 proc. (wtedy 24 proc)<<

Więc skąd ta cała histeria?
Prof. Staniszkis ma teorię, że system oligarchiczny jeśli traci władzę polityczną, robi wszystko aby destabilizować sytuację w państwie.Właśnie to teraz obserwujemy: histeryczne ataki niektórych mediów na Kaczyńskich, intrygi podsłuchowe, dobieranie zdjęć, wyrywanie słówek i zająknień - cały ten repertuar personalnego ośmieszania przećwiczony przy Wałęsie przez dyspozycyjne wobec salonu warszawskiego, któremu nie przeszkadzało to że Kwaśniewski był jako Prezydent 13 razy "pijany na służbie", ani to że potrafił kłamać jak z nut, a strasznie przeszkadza dykcja Kaczyńskiego. Z zapałem teraz wybrzydzają zwłaszcza dwie telewizje, o których założycielach ciekawych rzeczy się dowiadujemy ostatnio, oraz "GW" ramię w ramię z Urbanem, jakże "zasłużonym" dla poniżenia Wałęsy.

Miłość "GW" do Kwaśniewskiego jest ślepa, co oznacza że była to (od jak dawna?) ideologiczna i biznesowa racja istnienia dla obu stron. To udowodniły przesłuchania Adasia przed sejmową komisją Orlenowską - jak się pienił i zapierał, kiedy dotykano jego zażyłości, obiadków, wódeczek z preziem. Jak się wściekał, kiedy pryskał mit niezależności GW od polityki, jak się okazywało, że Agora garściami mogła czerpać od prezydenta i premiera wiedzę bezcenną na rynku, i że do tych konszachtów wykorzystywała szefa gazety, który ponoć był oddzielony od spółki "chińskim murem". Co z tym chińskim murem, tak nawiasem mówiąc? Czy ktoś z naszych niezależnych dziennikarzy o tym napisał? Przecież to jeden z założycielskich mitów naszej demokracji?
Ireneusz