18.1.07

Trybunał Konstytucyjny nie zdał

Pisałem poprzednio o amnestii maturalnej. Sprawa odżyła po orzeczeniu TK. Napisałem nową wersję wyjaśnienia sprawy Zdał- nie zdał, i na 3 portalach próbowałem nadać po kilka razy, bez skutku, udało się tylko kilka wtrąceń umieścić. Powtarzam jeszcze raz, i dodaję dyskusję po czyjejś reakcji na jedno z moich wtrąceń.

Wszyscy, którzy się kłócą o to zaczarowane słowo: zdał, nie zdał - nie myślą, że granicę tego, co nazywamy potem "zdał" też ustalił urzędnik, dziś to jest 30%. Dlaczego nie 31% ani nie 29%, albo 40 itd.? Nie ma obiektywnej granicy ZDANIA jakiegokolwiek egzaminu, istnieją tylko dowolnie ustalane progi zaliczenia. Oburzeni na zmianę wprowadzoną przez Giertycha myślą magicznie o przekroczeniu tej *absolutnie dowolnej* granicy jak o jakimś dostaniu się do nieba. Obliczony po nowemu próg zaliczenia może być sprawiedliwszy, spełniając bowiem dawne kryteria można było otrzymać maturę osiągając minimum 30% z każdego z 5 przedmiotów wybranych do klucza: tak więc wynik 30% - 30% - 30% - 30% - 30% dawał (i daje) prawo do świadectwa dojrzałości. Natomiast choć jeden wynik 29% w starym systemie już nie. W skrajnym przypadku ktoś kto zdobył 100% - 100% - 100% - 100% -29%, czyli średnio 85,8% - nie otrzymał matury. O uratowanie takich ludzi chodziło w nowym systemie obliczania poziomu zaliczenia. Obliczony według obalonego rozporządzenia MEN próg zaliczenia był sprawiedliwszy, gdyż pozwalał uznać, że matura zdana na 85% jest co najmniej tak samo dobra jak ta, w której ktoś wyciągnął średnio 30%.

Wolałbym jako profesor uczelni spotkać na studiach tę pierwszą osobę (85% po przejściach) niż tę drugą (30% równego poziomu). Jeśli matura jest jednym świadectwem, to można ją traktować jako jeden egzamin złożony z różnych segmentów i wówczas zaliczenie na podstawie ogólnie zdobytej liczby punktów we wszystkich segmentach jest uczciwe i sensowne. Szkoda że TK nie zachował rozsądku w tak ważnej sprawie, a dodatkowo w uzasadnieniu fałszywie podał, że MEN naruszył konstytucję, gdyż obalone rozporządzenie utrudniało dostęp do nauki zagwarantowany Konstytucją. Było dokładnie odwrotnie, tysiące ludzi mogło pójść dzięki temu na studia.

Ireneusz

====================================

>>To nie jest prawdą. TK stwierdził, że rozporządzenie było naruszeniem: 1/równości dostępu do nauki (co to za równość kiedy ci którzy zdali ORAZ ci którzy nie zdali mogą dostają matury?),<<

Sprawę zdał-nie zdał traktujecie wszyscy z TK na czele w sposób magiczny. Nie ma czegoś takiego danego obiektywnie jak wynik pozytywny egzaminu, zawsze to jest tylko sposób przeliczania punktów na oceny. Specjaliści mówili jeszcze w 2000 r. (szukaj w Int) o konieczności rezygnacji przy nowej maturze >>z kategorycznej oceny pracy ucznia w formie "zdał - nie zdał", umieszczając tylko liczbę punktów przez niego uzyskanych z poszczególnych przedmiotów<. Niestety zwyciężył dogmat że musi być zapadka, żeby było wiadomo czy "zdał czy nie zdał". Wobec tego Rząd ustalił raz taki sposób (minimum 30%), potem ustalił inny sposób korzystniejszy dla obywateli, i TK ośmiesza się zastępując rząd, i podważając jakieś tabelki.

>>2/ zasady sprawiedliwości społecznej vide punkt /1/

Nie ma pod tym vide żadnego argumentu. Kto został przez to rozporządzenie skrzywdzony czy niesprawiedliwie potraktowany? Nikomu nic nie ubyło, ewentualna rywalizacja tylko niekiedy przeniosła się na inny szczebel - konkursu matur, w którym ci amnestionowani mieli z definicji gorszą pozycję, więc nie naruszali niczyjego prawa, więc nie ma mowy o "niesprawiedliwości społecznej". A jeśli przystępowali do egzaminów wstępnych w sesji dodatkowej we wrześniu, można mówić o pewnym niesmaku, ale przecież nie było i tu żadnych preferencji dla amnestionowanych, był to po prostu odsiew o wyniku nieprzewidywalnym także dla tych z "dobrymi" maturami bez względu na to kto był wśród kandydatów; a może nikogo z tych amnestionowanych nie było i TK oszukuje nas że ktoś został potraktowany niesprawiedliwie - skąd ci państwo to wiedzą? Ale wyobraźmy sobie jednak, w jaki sposób ktoś mógł być jednak poszkodowany – ano mógł nie zdać egzaminu wstępnego, podczas gdy zdał go jakiś „amnestionowany”. Uu, to byłoby przecież skandaliczne, gdyby się okazało, że jakiś burak bez legalnej matury jest lepszy od porządnego maturzysty, który ZDAŁ! Do takiej demoralizacji młodzieży Trybunał Konstytucyjny doprowadzić żadną miarą nie może!

Ale prawdopodobnie nikt tak poszkodowany się nie zgłosi, przecież przeważnie ludzie ci poszli tam, gdzie były jeszcze wolne miejsca i na uczelnie prywatne nie prowadzące selekcji innej niż ogląd matur.

BTW Tak nawiasem jak to jest z konstytucyjnością dodatkowych egzaminów wstępnych na wyższe uczelnie? A może to byłoby bardziej sprawiedliwe, żeby wszyscy kandydaci zmierzyli się na egzaminie tylko raz, a nie dwa razy (taka była idea matury, nieprawdaż? - jak to jest ze "społeczną sprawiedliwością" tego systemu?)

3/ zasady "lex retro non agit" (nie mów że są od tej zasady wyjątki, bo są ale tylko w niektórych przypadkach, do których z pewnością matura nie należy)

Proszę bardzo, to zamyka wszystkim usta - ale któż to tak stwierdził, że "matury na pewno nie"? Było sporo takich przypadków, każdy jest precedensowy, i nikt nie podważa takich niezwykłych sytuacji, jeśli działanie tego prawa jest pozytywne, a tu było - tysiące młodych ludzi poszło na studia, nikomu niczego nie ujmując z szans. Tak więc TK zlekceważył ważną korzyść społeczną, jaką umożliwiało Rozporządzenie i zachował się dogmatycznie, nie rozsądnie.

>>4/ ustawy o systemie oświaty, która mówi że świadectwo dojrzałości można dostać tylko po ZDANIU egzaminu maturalnego, a nie po oblaniu jednego przedmiotu<<

Nie będę po raz kolejny tłumaczył sprawy zdał - nie zdał, bo może już to gdzieś przeszło. Powiem tylko w skrócie. Według starych przepisów maturę można było zdać i świadectwo otrzymać zaliczając każdy z 5 przedmiotów na 30%, ale można ją było oblać zaliczając wszystko na 85% (100%, 100%, 100%, 100% i 29%). Giertych chciał takim ludziom pomóc i dopóki to rozporządzenie jeszcze działa, będzie im pomagał, bez niczyjej krzywdy.

>>Cytując z orzeczenia: "Zdaniem Trybunału uzasadnieniem dla takiej regulacji nie może być konstytucyjna zasada powszechności dostępu do wykształcenia. Powszechność nie powinna być rozumiana w ten sposób, że każdy niezależnie od posiadanych umiejętności i wiedzy ma gwarantowany dostęp do każdego szczebla wykształcenia. Dostęp do wykształcenia nie jest równoznaczny z obowiązkiem zapewnienia każdemu zdania matury. Chodzi tu o równość szans, a nie o powszechny dostęp do efektów wykształcenia."<<

- proszę, więc mamy "zdaniem trybunału to a tamto". Co to za powszechność? A co z uzależnieniem powszechnego dostępu od wcześniejszych "efektów wykształcenia"? - niekonstytucyjnych, bo Konstytucja nic nie mówi o szczeblach wykształcenia. A równość szans? Orzeczenie TK powoduje, że kandydat który zdobył na maturze 85% punktów z 5 przedmiotów odpada, a ten który zdobył 30% przechodzi. O taką równość szans walczy Trybunał?

>>Btw. najlepiej maturę dawać wszystkim za nic - wtedy wszyscy będą mogli dostać się na studia, tak? <<

Proszę bez demagogii. Nie akceptuję tego poziomu, mimo że przykładu dostarcza TK w zdaniu "Dostęp do wykształcenia nie jest równoznaczny z obowiązkiem zapewnienia każdemu zdania matury." No, bo, wicie rozumicie, Zły Giertych chciał dać każdemu maturę...

Jest to bardzo gorszące, ze TK może się posuwać w polemicznym zapędzie do tak odstręczającej dezynwoltury.

---------------------------------------------------

3 Comments:

At 2:01 AM, Blogger Nikky Anders said...

Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

 
At 2:02 AM, Anonymous Anonimowy said...

3/ zasady "lex retro non agit" (nie mów że są od tej zasady wyjątki, bo są ale tylko w niektórych przypadkach, do których z pewnością matura nie należy)

Tutaj moge cie poprzec.

Zasada ta ma na celu zapewnienie obywatelowi komfortu znania prawa w danej sytuacji - tak, by mogl ocenic, czy postepuje zgodnie lub niezgodnie z przepisami. W prawie polskim zasadę tę wyraża np. art. 3 k.c.: Ustawa nie ma mocy wstecznej, chyba że to wynika z jej brzmienia lub celu.

Dopuszczalna jest zmiana prawa zwiazana z korzysciami dla obywatela.

Ponadto zasada sprawiedliwosci spolecznej to zasada wytrych - kazddy niemal przepis prawny jest represyjny, wiec ogranicza jakas wolnosc obywatela.

 
At 10:37 AM, Anonymous Anonimowy said...

Widzę że autor nie bardzo wie jak oblicza się wynik matury, to że ktoś miał, bo to, że ktoś miał 100% - 100% - 100% - 100% - 29% nie oznacza że nie zdał (według starego systemu). Owszem, trzeba było uzyskać minimum 30% ale z 3 przedmiotów: języka polskiego, języka obcego oraz przedmiotu wybranego. Reszta wybranych przedmiotów nie wpływała na to czy ktoś "zdał" czy "nie zdał". Owszem mogła się zdarzyć w/w sytuacja, ale bez przesady, takie sytuacje są możliwe tylko w teorii. Sprawa dotyczy osób, które raczej miały dosyć niskie wyniki z matury.

Więc moim zdaniem: nie popadajmy w skrajności, ale dbajmy też o poziom wykształcenia.

 

Prześlij komentarz

<< Home