23.1.07

Turcja, Polska, Europa

Turcja wyjątkowo się zachowała w sprawie rozbiorów Polski - nie uznawała ich po prostu - ale samo w sobie to nic dziś nie musi znaczyć.
Faktem jest jednak, że Turcja zaczyna być istotnym dla nas partnerem wobec antypolskiej mocarstwowej polityki Rosji, na którą przyzwalają Niemcy i Francja, oczarowane pewnym kryształowym rzeźnikiem.
W XIX w. też tak było, że Polska i Turcja potrzebowały się w celu powstrzymywania zapędów Rosji. Może coś takiego i teraz jest potrzebne, skoro Europa jest przesiąknięta ruską agenturą, która zresztą i w Jałcie namieszała (manipulując amerykańskim prezydentem).
Poza tym jednak najważniejsza jest przyszłość: koegzystencja świata zachodniego z Islamem jest koniecznością, a w tym względzie nie ma lepszego partnera od Turcji, alternatywą jest wojna. Dlatego uważam stanowisko Kaczyńskiego w tej sprawie za bardzo mądre. Niech mnie tu nikt nie straszy wizją Berlina - to jest niemiecki problem, który powstał jeszcze w czasach żelaznej kurtyny - jak się chciało kolaborować z komuchami i trzymać narody wschodniej Europy pod kremlowskim butem, zamiast pozwolić na normalny ruch jakiego początki mamy teraz, nie byłoby tego strasznego kulturowego koszmaru jaki powstał wskutek imigracji obcych kulturowo rzesz do Europy Zachodniej.
Przyłączona za 20 lat Turcja nie przeniesie się tutaj ze swoimi tobołkami, a przez 20 lat dostosowywania się do norm unijnych umocni się tam model państwa z ludnością muzułmańską, ale o świeckim profilu, jaki teraz ciągle jest utrzymywany. Bez wsparcia Europy dla tego modelu Turcja może się cofnąć z drogi świeckości. Dlatego zamykanie Unii na perspektywę przyłączenia Turcji jest krótkowzroczne i podyktowane płytką niechęcią do obcych kulturowo imigrantów w gettach zachodnioeuropejskich. Nie jest to właściwa perspektywa strategiczna.
Jest to jeszcze jeden dowód, że stanowisko przewodniczącego komisji zagranicznej PE powinien objąć ktoś rozumiejący długofalową rację stanu Europy, nie ten czy inny, czy kolejny kolaborant rosyjski czy kremlowski agent wpływu.
Ireneusz