16.12.04

Generalna Wyrównywarka Kobiet

Kogo chce przekonać p. Środa że jest apolityczna? Gdyby choć była uczciwym naukowcem, mającym pojęcie o roli rodziny i religii w społeczeństwie! Nie, ona woli wcielać w życie absurdalny plan powielania całego prawodawstwa z dodaniem wszędzie słowa "kobieta" - dopiero wtedy jej zdaniem prawa kobiet będą zagwarantowane. Nie wystarczy "Kto zabija człowieka", musi być "Kto zabija człowieka lub kobietę"? "Wszyscy ludzie są równi wobec prawa" - "Kobiety też"! Czystą hipokryzją jest ambicja p. Środy, aby "centralny urząd" do spraw kobiet działał poza strukturą rządu, po to, żeby "nie był polityczny, żeby był niezależny". Już pokazała jak jest "apolityczna" i "niezależna" kiedy beztrosko oczerniała wierzących ludzi w Polsce przemilczając niewygodne fakty i nauki Kościoła. Z taką niezależnością nadawałaby się może na doradcę senatora Jarzembowskiego, ale wolałbym jej nie widzieć w prokuratorskiej roli Generalnej Wyrównywarki Kobiet.

Decyzja rządu o włączeniu urzędu p. Środy do struktury ministerstwa polityki społecznej wygląda racjonalnie. Największym błędem tej pani jest traktowanie kobiet jako obcego ciała w społeczeństwie, przeciwstawianie ich mężczyznom, traktowanie zadań rodzinnych jako dyskryminacji, zaliczanie samotnej wielodzietnej i bezrobotnej kobiety do tej samej kategorii co wysokiej klasy menedżerki i intelektualistki - to kobieta i to kobieta, nieprawdaż? Być może podział obowiązków w rodzinie nie jest sprawiedliwy. Kształtują się różne modele historyczne, ale to się musi odbywać w drodze naturalnych zmian mentalności, nie przez ingerencję państwa. Rodzina chrześcijańska nie powstała po to aby robić krzywdę kobietom, ale aby solidarnie się rozwijać dzieląc obowiązkami. Historycznie kobietom jako przede wszystkim niezastąpionym matkom przypadały obowiązki opieki nad dziećmi i prowadzenia domu, mężczyznom działalność publiczna, zarobkowa i żołnierska. Nie widzę jednak żadnego obiektywnego kryterium do oceny, czy odmienność obowiązków społecznych kobiet i mężczyzn jest sprawiedliwa czy nie - żadnego poza jednym: skoro taki ciężki jest los kobiet, to dlaczego żyją średnio 10 lat dłużej niż mężczyźni?

12.12.04

Kościół i minister Środa

Pani Środa jest z wykształcenia etykiem, ale wiedzy socjologicznej nie liznęła, a czym jest religia w historii społeczeństw wolałaby dokładnie nie wiedzieć. Narzeka, że rodzina w Polsce stoi wyżej w hierarchii wartości i przeszkadza kobietom w samorealizacji. Uważa zatem że społeczeństwo to po prostu zbiór jednostek, którym się wszystko należy od rządu. Ktoś taki współrządzi państwem, nie mając zielonego pojęcia o tym, jak potwornie skomplikowanym procesem jest kształtowanie się struktur społecznych, jak długotrwałe i bolesne są ich przemiany. Nie podoba się jakiś fragment społecznej struktury - zlikwidować! Wyłazi ideologiczne chciejstwo czy może nawet bolszewicka beztroska w planowaniu inżynierii społecznej.

Stereotyp szkodliwego patriarchalizmu jest żywcem przejęty od amerykańskich feministek o protestanckich korzeniach. W protestantyzmie Bóg Ojciec jest postacią dominującą. Kiedy jednak protestanci chcą ośmieszyć katolicyzm, to będą zarzucać im bałwochwalstwo, bo dla nich Matka Boska jest tak samo ważna jak Bóg. Na następnej konferencji p. Środa będzie mówiła o szkodliwym stereotypie Matki Polki pod wpływem jasełkowego kultu Matki Boskiej... To wszystko jest aż zanadto przewidywalne.

Zarzucanie, że Kościół wprawdzie "nie wspiera jawnie przemocy", ale za mało robi, jest demagogią polityczną osoby, która poniża i obraża tych wszystkich, którzy w ramach parafii czy Caritasu prowadzą ośrodki dla kobiet. Jest demagogią polityczną ateisty, który nie czuje się zobowiązany, by wykazać - realizacja któregoż to nakazu religii katolickiej sprzyja przemocy w rodzinie. Jest dowodem niskiego profesjonalizmu naukowca, który cytuje jedno zdanie ze Św. Pawła o podporządkowaniu kobiet, a nie cytuje poprzedniego: "Mężowie kochajcie swoje żony".

Pani Środa denerwuje się, bo pewnie zaczyna rozumieć że nie wystarczy w gabinecie wymyślić projekt rozporządzenia i zjeść w najdroższej restauracji obiad z zagraniczną delegacją z postępowego kraju. Łatwo się wtedy pojawia zniecierpliwienie: dlaczego taki potężny Kościół nie pomoże, nie zacznie realizować zadań pełnomocnika rządu do spraw równego statusu? Dlaczego nie rozdaje prezerwatyw i nie uczy jak je stosować, dlaczego nie prowadzi klinik z darmową aborcją...

Problemem wyrażonym w tytule wątku (XI...) nie jest wcale niemożność krytyki Kościoła, bo nikogo z krytykujących nie spotkało nic więcej prócz słownej reprymendy. Więc to szum, wściekły hałas, czyniony aby wymusić własną nietykalność. Aby narzucić tą metodą to, o co naprawdę chodzi antyklerykałom -- że Kościół nie ma prawa się bronić. Nie wolno odpowiadać na jego krytykę. Nie wolno wytykać krytykom fałszerstw, intelektualnej nieuczciwości, ignorowania faktów - a więc nadużycia władzy dla celów ideologicznych, którego dopuściła się minister Środa - bo to zaraz "nagonka".

Urzędujący minister nie może wykorzystywać powagi swojego urzędu do oczerniania jakiejś części swojego społeczeństwa, w dodatku na forum międzynarodowym. Krok jest nadużyciem władzy dla celów ideologicznych, ponieważ nie ma żadnego pozoru praktycznej skuteczności takiego zachowania; byłoby nim np. postulowanie likwidacji jakiejś kościelnej instytucji, aby utworzyć sieć ośrodków pomocy dla kobiet. To byłby krok również antykościelny, ale przynajmniej pragmatyczny. Ale to właśnie jest ta lewicowa wolność i tolerancja - żeby można było bezkarnie ubliżać Kościołowi, poniżać papieża - tak jak nauczył swoich wiernych Urban. O to się oburzają, że zwolennicy Kościoła się bronią przed zohydzaniem ze strony dyżurnych i przygodnych nienawistników.

Uważam że "jur" trafnie ostrzega przed hałaśliwymi akcjami rzekomo dla poparcia interesów grup mniejszościowych. Zamiast krok po kroku się integrować, co jakiś czas w miarę możliwości ujawniać swoją tożsamość, pokazywać swoje pozytywne nastawienie do społeczeństwa np. organizując koncerty czy akcje charytatywne - środowiska te są manipulowane do drażniących zachowań, zakłócania kościelnych procesji, manifestacji niepoważnych przebierańców, które niepotrzebnie jeszcze fałszują obraz tych mniejszości. Nie tędy wiedzie droga do akceptacji społecznej.

11.12.04

Skończyło się babci...

Tomasz Nałęcz łapie za kierownicę. Sam chciał wejść do Komisji na miejsce Celińskiego, który niebawem pęknie jak czerwony balon. Teraz proponuje przynajmniej wyrzucenie Gruszki i zastąpienie go Zychem, bo Gruszka "jest pod wpływem jednego z wieceprzewodniczących". A przecież wiceprzewodniczący nie powinien mieć nic do gadania... (http://fakty.interia.pl/news?chinf=570915)

Wicie rozumicie Nałęcz! Jako usłużnego pieska poklepie was pan Prezydent wszystkich ubeków. Tak dzielnie go broniłeś w poprzedniej komisji, że nie musiał tańczyć ani śpiewać, żeby pokazać jak szanuje polski wymiar sprawiedliwości. A teraz, przed następną zatańcuje i będzie śpiewał, bo śledczy są inni, a tematów jest tak dużo, że może zostać jakimś primabaleronem chyba (szyjcie mu spódniczkę)! Więc póki czas chciało się włączyć do komisji tak skutecznego obrońcę Najwyższego Autorytetu! Jeśli nie, to przynajmniej zamieszać personalnie. To że nie można tego zrobić proponowaną przez Nałęcza drogą jakoś nie przeszkadza zachwytom nad jego kompetencjami! Mącenie, mataczenie - już tylko to zostało, żeby odwracać uwagę od sedna rzeczy: Komisja odkrywa nieprawdopodobne pokłady zła. Wyłania się scenariusz: rosyjska agentura stara się odzyskać wpływ Rosji na Polskę drogą uzależnienia gospodarczego, co jest tylko pierwszym krokiem w marszu na Europę.

Niedoczekanie wasze, wszystkie płatne i bezpłatne pachołki Rosji - Kainy, Jegery i jak wam tam jeszcze. Mimo waszej ofiarnej propagandy - sypie się cała przestępcza struktura. W prawdomówność Millera i Kulczyka wierzą już tylko zdemoralizowani prawnicy jak pandada: "Gruszka, symuluj chorobę i odejdź" - przecież to takie skuteczne, prawda?; takie metody z powodzeniem stosuje świadek prowadzony przez genialnego Widackiego: świadka, któy przyrzekał pod przysięgą mówienie prawdy, całej prawdy i tylko prawdy.

Jeszcze są święte krowy dla prokuratury (Ungier, Kwaśniewski), ale powoli to się zmienia, co sygnalizuje sprawa opolska (mąż posłanki SLD Jakubowskiej - tu najwyraźniej, jak mówi lud - skończyło się babci sranie).

6.12.04

Nie jest tak źle!

Sądząc po komentarzach czytywanych w Internecie można czasem popaść w rozpacz, ale wyniki ankiety INTERII "Największy Polak to..." są pocieszające: nie zatraciły się mimo stugębnej propagandy umiejętności oceny ludzi przez naszą zbiorowość. Skąd taki wniosek? Sami popatrzcie:

Wojciech Jaruzelski - bohater? Tak 27% Nie 73%
Adam Michnik - bohater? Tak 25% Nie 75%
Aleksander Kwaśniewski - bohater?Tak 22% Nie 78%

Czy można sobie wyobrazić lepsze towarzystwo dla Adama Michnika? Pracował na to 15 lat i się dopracował! Trzymają go pod pachy dwaj bohaterowie, chyba już niżej nie upadnie!

4.12.04

Jest strategia?

Miller spuścił tylko trochę z tonu. Jak ktoś zauważył, nie słyszeliśmy dziś ataków w stylu "Pan jest zerem", co najwyżej "mnie nie wolno kłamać, ale Panu to wolno?".

Co ważniejsze, nie słyszeliśmy dzisiaj dzisiaj żadnego oświadczenia ze strony Kwaśniewskiego, Kulczyka, a przecież wczoraj zostali "pomówieni" o spotkanie z Millerem i o przestępstwo zmowy w celu utrudnienia pracy wymiaru sprawiedliwości poprzez ukartowanie scenariusza walki z Komisją itd. Tymczasem kiedy ujawniono część zeznań Kulczyka z Łodzi, w sumie niczego wielkiego nie wnoszących, błyskawicznie zareagował Widacki oświadczeniem, Kwaśniewski wywiadem w TVN. Teraz inaczej - od wczoraj gazety nie mogą się dodzwonić do Widackiego. Coś to niestety wygląda na taktykę walki z komisją metodą dezinformacji. Dostarcza się newsa, aby oburzony Kwaśniewski mógł wyrazić zaniepokojenie postawą członka Komisji na Jasnej Górze. Dostarcza się newsa, żeby prezydent mógł rozdzierać szaty nad nieposzanowaniem prawa wiadomo przez kogo. Kiedy zaś następuje zaskakujący zwrot, którego się nie przewidywało - zapada cisza, z nikim nie ma kontaktu, i tylko się domyślamy jakichś ruchów, jak ten, o którym dowiedzieliśmy się dzisiaj dzięki pytaniu Giertycha: Czy rozmawiał Pan od wczoraj z Siemiątkowskim? - (Miller po kilku sekundach milczenia) - Tak. (Giertych) Kiedy? - (Miller) Być może dziś rano.
W tej sytuacji wniosek do prokuratury (w sprawie fałszywych zeznań Millera) jest uzasadniony. Nie może świadek najpierw powiedzieć wszystkiego w trybie przypuszczającym, po czym uzgodniwszy rzecz z innymi świadkami nazajutrz wszystko odwoływać.

Miałem pewien niesmak obserwując przesłuchanie Millera przez Wassermana. Za dużo tam emocjonalnych słów i wykładania całej hipotezy prokuratorskiej. Daje to świadkowi okazję do odskakiwania od tematu, co sam Wasserman opisał jako metodę Millera. Jedyna racjonalność, jakiej się mogę dopatrzyć w takiej przegadanej metodzie przesłuchiwania - to zdenerwowanie świadka, który nagle coś może oświadczyć wbrew swojemu zamiarowi.
http://fakty.interia.pl/news?sid=3338782&cid=3337962&cinf=568670

3.12.04

Czy się śpieszyć z wiadomościami?

Po tym, jak usłyszałem rozgorączkowane komunikaty Giertycha itd o spotkaniu Millera z Kulczykiem, pomyślałem sobie: po co tak się śpieszą, powinni po cichu dalej zastawiać pułapki, nie rozgłaszać od razu wszystkiego co wiedzą. Ale potem uzmysłowiłem sobie, że może jednak tak trzeba, już kilka razy w ważnych sprawach ktoś nie zdążył "jutro" powiedzieć: kiedyś szefowie NIKu, ostatnio Marek Karp. Może naprawdę trzeba każdy strzępek ujawnionej tajemnicy natychmiast pokazywać. To ostrzega niektórych, ale chyba też zasiewa jakiś popłoch i zamieszanie w szeregach przestępców.

To dopiero początek

Rewelacja dnia: było spotkanie Millera z Kulczykiem w URMie tuż zanim Kulczyk wyjechał się rozchorować w Miami. Kulczyk wybirea dobre miejsca i do chorowania, i do narad - a wiadomo że URMu nikt nie podsłuchuje. Państwo ma naprawdę szereg udogodnień dla ciężkiej pracy wymagającej ciszy. Tą pracą jest oczywiście robienie ciężkich pieniędzy, które lubią ciszę zgodnie z przysłowiem (będącym ponoć dewizą Kulczyka).

Dodaję (żeby od czegoś zacząć ten blog) zanotowane w notatniku dawniejsze komentarze.

(Opubl. rano 3/XII/2004, Interia)
Halo halo, czy to wiceminister Rosji w Wiedniu?
[Kulczyk] Jedzie na spotkanie z wiceministrem rządu Rosji, który jak wiadomo urzęduje w Wiedniu - to tam trzeba odbywać oficjalne rozmowy biznesowe z obcym rządem - w środku wakacji, samemu się telefonicznie umawiając i to w trudnych warunkach, bo nawet nie znając nazwiska; no i Kulczyk sam dzwonił żeby się umówić z tym anonimowym wiceministrem, bo jedyna sekretarka Kulczyk Holding była akurat na urlopie. I co? 90 % komentarzy to łyka. W takim społeczeństwie wszystko można załatwić propagandą. B.Dz.


http://fakty.interia.pl/news?sid=3327600&cid=3327600&cinf=568257
(przedtem nie przeszło 3 razy)
Widacki od dłuższego czasu jest dopuszczony do wszystkich tajemnic Kulczyka i zastrzega się publicznie, że cokolwiek wie o Orlenie, objęte jest "tajemnicą adwokacką". Pytanie do prawników: Co by się stało, gdyby Widacki jednak musiał albo zechciał nagle te tajemnice ujawnić? Obaj panowie są oczywiście na siebie skazani i trzymają się w szachu.

Osobom zainteresowanym zrozumieniem sprawy Kulczyka wiele by wyjaśnił artykuł prof. Andrzeja Zybertowicza "10 kluczowych pytań do miliardera" (wtorkowy "Fakt" s. 2). Przytoczę pytanie 9. "Czy [Jan Kulczyk] jest faktycznym właścicielem majątku, który przypisują mu media, czy jedynie depozytariuszem fortuny, którą powierzono mu do zarządzania i pomnażania?"
-- Nie śmiejcie się z Komisji, która w trudnych warunkach i może popełniając błędy dąży do celu. Kasa PZPR istniała, wiemy kto ją przechował u pewnego adwokata, z grubsza wiadomo jak ją inwestowano. To jest ten przestępczy system biznesowo-polityczny, krzywdzący wszystkich uczciwych polskich przedsiębiorców - to tego teraz Komisja dotyka. Może jeszcze Zybertowicza pytanie 7 : "Czy Polska Rada Biznesu, której Kulczyk przewodniczy, to przede wszystkim miejsce nieformalnych spotkań z ludźmi polityki i mediów? Jaki status prawny ma PRB i czy on jest zgodny z jej faktycznymi działaniami?"

Spokojnie, proszę Państwa, nie denerwujmy się, starajmy się nie tracić z oczu istoty sprawy. Jedni marzną gdzieś na placu, inni borykają się z prawniczymi kruczkami. Ale w obu przypadkach chodzi o tę samą sprawę, może tylko na innym etapie.
Ir

(Było opublikowane)
Zrobił przeciek ten, kto na tym korzysta; Komisja nie ma raczej żadnej korzyści z tego faktu, a Kulczyk kilka: wysyła uspokajający sygnał do Ałganowa, Kwaśniewskiego że ich nie sypnie; ośmiesza Komisję, bo to na nią spada podejrzenie. A można będzie Komisji zamknąć dostęp do takich danych, niech sobie spokojnie leżą 9 lat jak to się zdarza w tym kraju - same korzyści dla Kulczyka. (B.Dz.)
_________________


30.09. Komisja wie co robi
Jako majstersztyk określę wyłuskanie Widackiego z kręgu osób nietykalnych. To będzie dla Komisji cenny świadek. Kulczyk stał się świadkiem dopiero po zaprzysiężeniu (to też jest postęp) - po tym fakcie wyłączenie Widackiego byłoby niemożliwe - byłby już wtedy chroniony jako pełnomocnik świadka. (Próbował tej linii Celiński, coraz bardziej czerwony na twarzy). Tym sposobem Kulczyk zostaje pozbawiony możliwości swobodnego rozpowszechniania dezinformacji (jest zaprzysiężonym świadkiem), traci zaufanego plenipotenta, który do tej pory mógł to robić bezkarnie w jego imieniu, sam zaś plenipotent będzie musiał się pilnować co mówi, a wkrótce przyjdzie mu tłumaczyć się ze swojej wiedzy na temat wcześniejszych działań szefa. Odroczenie przesłuchania daje Komisji czas na zapoznanie się z protokołem przesłuchania w Łodzi, które też chytrze zostało przesunięte z 3 XII na datę tuż przed posiedzeniem Komisji, aby stworzyć osłonę "tajemnicy śledztwa". Na nic adwokackie sztuczki Widackiego. Brawo Wassermann i Gruszka. (Ir)
http://fakty.interia.pl/news?sid=3314090&cid=3314090&cinf=567030

_____________________________
(O wywiadzie Wałęsy dla Izwiestii: krytykuje Rosję i UE)
Zabolało walnięcie prawdy między oczy. Och, jak zabolało. Już się wydawało, że nikt Putinowi nie podskoczy, że osłona dyplomatyczna i agenturalna w zachodnich mediach działa na 100%, a tu nagle coś takiego: Jakiś Polaczek śmie w Moskwie ośmieszać cara - że patrzy przez stłuczoną lunetę. Prikaz - zniszczyć!!! Do ataku, płatne i bezpłatne pachołki Rosji! Niszczyć wroga, który ośmiela się mówić prawdę!

Ale wam gula skacze, Urbanowo-komuchowe lizusy. Nie udało się zniszczyć Wałęsy, choć tyle forsy na to poszło! Oczywiście Kwaśniewski pojechał i wykonał potrzebną robotę, ale dwa dni wcześniej nie chciał jechać, bo nie ma było "materiału do rozmów". Wizyta Wałęsy nazajutrz była właśnie tym przełomowym wydarzeniem, po którym okazało się, że nie można już zamykać oczu na rzeczywistość. Następnego dnia Kwaśniewski już miał swój "materiał". Kolejności tych prostych faktów nie zmienią żadne skrzekliwe ujadania sfory płatnych i bezpłatnych pachołków Rosji. Oprócz polskiego Internetu najsilniejsze wpływy Rosjanie mają chyba tylko w niemieckich mediach.

_________________________________________
(Było ogłoszone)
Prokuratura jest już nieczynna i podejmuje suwerenne decyzje
Saga profesora Widackiego-Matackiego trwa. Ostatni wyczyn to uzyskanie w nieczynnej prokuraturze zapewnienia, że przesłane tam faksem zaświadczenie jest ważne. Kiedy prokuratura była czynna, mówiła, że musi być zrobiony urzędowy przekład (tłumacz przysięgły). Widacki nie podaje żadnych nazwisk, kto w nieczynnej prokuraturze uznał nie przetłumaczone zaświadczenie za ważne. Dziennikarz PAP nie pyta Widackiego, jak to było wczoraj z decyzją prokuratury o przesunięciu terminu:

Dla przypomnienia: W depeszy PAP [2004-11-15 17:07] czytaliśmy "Pełnomocnik Jana Kulczyka prof. Jan Widacki powiedział PAP, że dysponuje właściwym usprawiedliwieniem lekarskim nieobecności jego klienta 9 listopada przed sejmową komisją śledczą. Dodał, że Kulczyk nie stawi się w środę także w łódzkiej prokuraturze, która - według Widackiego - otrzymała takie samo usprawiedliwienie i postanowiła, że wezwie Kulczyka później. - powiedział w poniedziałek PAP Widacki.

2004-11-16 18:44
Przed południem (we wtorek)łódzka prokuratura apelacyjna wezwała Kulczyka do złożenia dokumentów potwierdzających niemożność jego stawienia się na przesłuchanie w środę, 17 listopada.

Widacki: "otrzymane z Anglii zaświadczenie w poniedziałek wieczorem zostało wysłane faxem do Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi i dopiero we wtorek w południe dotarło na biurko naczelnika wydziału"

Ale to na podstawie tego faksu prokuratura oznajmiła Widackiemu juz dzień wcześniej, że zmieniła datę przesłuchania...

Rzeczniczka Prokuratury Apelacyjnej Małgorzata Glapska-Dudkiewicz nie wykluczyła w rozmowie z PAP we wtorek wieczorem, że dokument, o którym mówi prof. Widacki, wpłynął do prokuratury, ale nie może tego sprawdzić, bo prokuratura już nie pracuje.


Interia [http://fakty.interia.pl/news?inf=562622]
Potem jednak mec. Widacki poinformował, że zgodnie z informacjami uzyskanymi w łódzkiej prokuraturze zaświadczenie to zostało uznane za ważne

Czyli prokuratura kiedy jest już nieczynna, podejmuje słuszne decyzje

Pan Widacki się przejęzyczył: chciał powiedzieć "prokuratura zmieni datę przesłuchania" - a wiedział o tym, bo to właśnie ustalił w Warszawie, po prostu Łódź jeszcze o tym nie została zawiadomiona, że suwerennie bez nacisku ma przełożyć przesłuchanie na odpowiedniejszy czas.
Depesza PAP [2004-11-15 17:07]
Dodał, że Kulczyk nie stawi się w środę także w łódzkiej prokuraturze, która - według Widackiego - otrzymała takie samo usprawiedliwienie i postanowiła, że wezwie Kulczyka później.

______________________________

No właśnie - czego chciał Giertych od Kulczyka, który do niego przyszedł? "Skoro pan tu już jest, to może pana zaszantażuję. Jak pan mi nie da tych kwitów na Kwaśniewskiego, których pan nie ma, to zrobię panu kuku!"

Oczywiście to racja, że adwokat nie może w zasadzie odmówić klientowi. Tutaj mam jednak pewien dyskomfort, gdyż adwokatem jest profesor UJ, występuje nie jako obrońca, bo Kulczyk nawet jeszcze nie jest świadkiem, ale jako pełnomocnik i w tym charakterze bierze pieniądze za osłanianie potężnego klienta drogą rozpowszechniania nieprawdziwych wiadomości - cała historia z nagłym zasłabnięciem w Londynie jest naprawdę kłamliwą zasłoną dymną służącą oszukiwaniu Sejmu. Widzę w tym konflikt interesu - profesor prawa nie powinien zarabiać bezczelnym mataczeniem, to jest niegodziwe.